Nauczyciel z pasją - pani Anita Janiszewska -Osiej

Nauczyciel z pasją STYCZEŃ

Bohaterka miesiąca - pani Anita Janiszewska - Osiej

Obecnie w klasie 1 wspomaga jednego z uczniów. Popołudniami bierze młotek w dłoń i uczy dziewczynki podstaw stolarstwa. W domu tworzy kartki okolicznościowe, maluje obrazy na ścianach, a po tym wszystkim jeszcze biegnie na trening. Co daje pasja w życiu,  jak to się ma do pracy w szkole i po co w ogóle coś tworzyć opowiada nam pani Anita.
 

Po pracy w szkole bardzo mocno stawia Pani na twórczość. Skąd wzięła się pasja do rękodzieła?
 

Myślę, że wszystko zaczęło się od potrzeby obdarowania bliskich czymś wyjątkowym – przedmiotem osobistym, tworzonym z myślą o konkretnej osobie. Z czasem pojawiła się potrzeba posiadania rzeczy oryginalnych, powstających w mojej wyobraźni, takich, których nie da się po prostu kupić. W twórczości nie chodzi wyłącznie o wartość materialną, lecz przede wszystkim o emocje i znaczenie, jakie niesie ze sobą dany przedmiot.
 

Co najbardziej wciąga Panią w pracy artystycznej: sam proces tworzenia czy moment, gdy powstaje gotowy przedmiot?
 

Zdecydowanie sam proces tworzenia. Potrafi on pochłonąć mnie do tego stopnia, że czasem zapominam o podstawowych potrzebach. Gotowy efekt jest oczywiście ważny – stanowi swoistą „wisienkę na torcie”, cieszy oko i daje satysfakcję – jednak to właśnie droga prowadząca do niego jest dla mnie najcenniejsza.  
 

Jakie rzeczy lubi Pani tworzyć najbardziej i dlaczego właśnie one są Pani najbliższe?
 

Najczęściej tworzę z potrzeby chwili dlatego trudno mi jednoznacznie określić ulubioną formę. Lubię pracować z różnymi materiałami, eksperymentować z fakturą i formą. Ważna jest dla mnie niepowtarzalność – chcę, aby tworzone przeze mnie przedmioty były w pewien sposób osobiste, a osoby obdarowane czuły się w jakiś sposób wyjątkowe.


Tworzy Pani dla siebie, dla innych czy dla szkoły? 
 

Najczęściej tworzę to, co w danym momencie jest potrzebne – czasem są to przedmioty do domu, czasem dla konkretnych osób. Szkoła jest jednak miejscem, które szczególnie sprzyja twórczości – daje możliwości realizacji wielu pomysłów, choć nie zawsze wystarcza na to czasu i przestrzeni. Moim głównym celem zawodowym pozostaje jednak nauczanie.


Czy w Pani twórczości ważniejsze są emocje i intuicja czy plan i dokładność?
 

Zazwyczaj praca zaczyna się od pomysłu, który można nazwać wstępnym planem, jednak w trakcie realizacji często pojawiają się nowe rozwiązania. Proces twórczy bywa nieprzewidywalny – czasem trzeba zmienić pierwotny zamysł lub zupełnie obrać inny kierunek. Zdarza się, że w takich momentach bardzo pomocne jest spojrzenie z zewnątrz – mój mąż, choć sam nie tworzy, potrafi trafnym spojrzeniem lub hasłem zainicjować zmianę toku myślenia. Takie wsparcie bywa niezwykle inspirujące.


Jak wygląda Pani chwila twórcza — raczej cisza i skupienie czy chaos pomysłów i spontaniczność?
 

Najlepiej pracuje mi się wtedy, gdy jestem sama – często nocą, gdy dom śpi i wiem, że nikt niczego ode mnie nie potrzebuje i niczego nie zawalam. Daje mi to możliwość tworzenia bez presji i bez obaw o powstający wokół twórczy chaos. Choć moja rodzina nigdy na to nie narzeka, mam w sobie potrzebę nienaruszania wspólnej przestrzeni domowej. Tworzę czasem przy muzyce, często tam gdzie akurat jestem: na podłodze, przy stole, czasem w bardzo ograniczonej przestrzeni. Mój proces twórczy jest raczej uporządkowany, gorzej natomiast wygląda miejsce tworzenia.

Nieco inaczej wygląda to w sytuacji, gdy tworzę z dziećmi – własnymi lub szkolnymi. Wtedy staram się być bardziej obserwatorem niż przewodnikiem, nie narzucać rozwiązań, pozwolić na samodzielność. Nie zawsze jest to łatwe bo naturalnie pojawia się chęć pomocy, jednak staram się dawać przestrzeń do własnych poszukiwań.


Czy twórcze myślenie i pasje pomagają Pani w pracy w szkole? Jeśli tak — w jaki sposób?
 

Zdecydowanie tak. Twórcze myślenie pomaga szukać mi niestandardowych rozwiązań i tworzyć przestrzeń, w której liczy się proces, a nie tylko efekt końcowy. Pomaga mi również akceptować różnorodność – zarówno w sposobach pracy, jak i w tempie działania dzieci. Dzięki temu łatwiej jest mi wspierać uczniów w odkrywaniu ich własnych możliwości.


Prowadzi pani zajęcia ze stolarstwa dla uczniów. Czy uważa Pani, że praca manualna lub elementy sztuki mogą być dla uczniów formą wyciszenia albo sposobem na wyrażenie emocji?
 

Zajęcia te przede wszystkim mają wyposażyć dzieci w praktyczne kompetencje niezbędna do samodzielnego funkcjonowania w dorosłym życiu – oswojenie z narzędziami, umiejętność prostych napraw, poczucie odpowiedzialności, sprawczości i niezależności. Chciałabym, by uczniowie nie bali się podejmować wyzwań technicznych i wierzyli we własne możliwości.

Jeśli przy okazji odnajdą na tych zajęciach przestrzeń do wyrażania emocji, odreagowania czy wyciszenia – będzie to dla mnie ogromna wartość dodana. Praca manualna ma w sobie naturalny potencjał terapeutyczny, choć nie jest to jej głównym celem.
 

Te zajęcia są tylko dla dziewczynek. Z czego to wynika?
 

Być może wynika to częściowo ze stereotypów, jednak mam poczucie, że w wielu domach to chłopcy częściej mają kontakt z narzędziami i pracami technicznymi. Chciałam stworzyć dziewczynkom przestrzeń, w której mogą bez presji spróbować swoich sił, zdobyć nowe umiejętności i przekonać się, że doskonale radzą sobie ze sprzętem technicznym. Uważam, że praca z narzędziami nie jest ani trudna ani niedostępna – wymaga jedynie chęci i odwagi by spróbować. Potem może dawać dużo satysfakcji i autentycznej radości.


Wiem, że ważne miejsce w Pani życiu zajmuje także sport zespołowy. Co daje Pani granie w drużynie?
 

Od kiedy pamiętam, sport był naturalną częścią mojego życia. Poza zajęciami szkolnymi i klubowymi, mój tata zachęcał mnie i mojego brata do próbowania różnych aktywności, niektórych nawet sam uczył się razem z nami. Oboje z mamą chcieli, abyśmy poznali wiele możliwości i mogli świadomie wybierać swoją drogę. Dzięki temu dziś oboje jeździmy na nartach, żeglujemy, a teraz także nasze dzieci uczestniczą w tych aktywnościach. Uwielbiamy rowery, rolki, łyżwy, sporty wodne i zespołowe.

Pierwszą dyscypliną, którą uprawiałam i która stała się ogromną pasją mojego życia, była piłka ręczna. Przez wiele lat sądziłam, że to etap bezpowrotnie zamknięty. Okazało się jednak, że po czasie mogę wrócić do tej dyscypliny i dołączyć do grupy kobiet, które podobnie jak ja mają chęć biegania za piłką, czerpiąc z tego ogromną frajdę. Gra w drużynie daje mi dziecięcą radość, poczucie przynależności i wiatru we włosach ;) To także myśl, że wciąż mogę i chcę być aktywna.


Czy doświadczenie gry w zespole pomaga Pani w pracy z uczniami i we współpracy z innymi nauczycielami?
 

Nie przenoszę sportowej taktyki bezpośrednio na relacje z ludźmi. Wierzę jednak, że to, co naprawdę pomaga mi w pracy z dziećmi i dorosłymi, to otwartość, potrzeba komunikacji i gotowość do dialogu. Lubię ludzi – zarówno młodszych, jak i starszych, staram się traktować wszystkich z szacunkiem oraz empatią. W pracy i w domu staram się być przykładem, szczególnie dla młodszych, mając świadomość, jak uważnymi obserwatorami są dzieci. Mam nadzieję, że wyrosną na dobrych, wrażliwych ludzi. Oczywiście, że doświadczenia sportu zespołowego sprzyjają współpracy, choć mam poczucie, że kształtuje nas wiele różnych czynników.


Co jest dla Pani ważniejsze w sporcie zespołowym: rywalizacja, ruch czy poczucie wspólnoty?
 

Bycie częścią drużyny – zespołu ludzi, którzy się lubią, mają wspólny cel i pasję, razem przeżywają sukcesy, ale też porażki – to doświadczenie, które chciałabym, aby poznały również moje dzieci. Tego nie umiem w pełni opisać ani pokazać – można to jedynie przeżyć. Sport zespołowy kształtuje wielu wartości ale także uczy dzielenia się emocjami – zarówno tymi dobrymi, jak i trudnymi, pokazuje także, jak naturalnie można otrzymać wsparcie od innych, nawet bez proszenia o nie. Ruch jest absolutnie niezbędny, a rywalizacja, jeśli się pojawia, dodatkowo motywuje do rozwoju. Wszystkie te elementy są mi bliskie i wzajemnie się uzupełniają.


Stolarstwo, rękodzieło, sport. Jest Pani kobietą o wielu talentach. Jak i kiedy znajduje Pani na to czas?
 

Nie nazwałabym siebie osobą utalentowaną. Po prostu lubię tworzyć i aktywnie spędzać czas. Traktuję to raczej jako umiejętności wypracowane z ciekawości świata, wewnętrznej potrzeby działania i konieczności ruchu. Cieszy mnie, że moja twórczość podoba się innym oraz, że mogę być potrzebna – zarówno w pracy zawodowej jak i poza nią. 
Obecnie znacznie łatwiej jest mi znaleźć czas na swoje pasje, niż wtedy, gdy dzieci były młodsze. Dziś często tworzymy razem, co stało się naszą formą wspólnego spędzania czasu. Razem z mężem udało nam się również zarazić dzieci pasją do sportu, szczególnie syna, dzięki czemu także w ten sposób jesteśmy razem. Moje treningi odbywają się zazwyczaj wieczorem, gdy dzieci są już przygotowane do snu, myślę, że przy odpowiedniej organizacji, dużo rzeczy da się pogodzić.


Czy tworzenie jest dla Pani bardziej sposobem na odpoczynek czy raczej potrzebą, bez której trudno funkcjonować?
 

Myślę, że jedno i drugie. Zdarza się, że wystarczy, że zobaczę jakiś przedmiot, a w mojej głowie natychmiast pojawia się pomysł na jego wykorzystanie i wtedy trudno jest mi powstrzymać się przed realizacją. Innym razem idea dojrzewa we mnie stopniowo, aż w końcu muszę ją urzeczywistnić. Kiedy jednak zaczynam tworzyć, całkowicie tracę poczucie czasu i nie odczuwam zmęczenia. To moment, w którym mogę się wyciszyć, a jednocześnie intensywnie pracować twórczo. Można więc powiedzieć, że podczas tworzenia odpoczywa przede wszystkim moja głowa.


Czego jeszcze o Pani nie wiemy? Czym może nas Pani jeszcze zaskoczyć ? 


Zdarza mi się nawet zaskakiwać samą siebie, dlatego mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda mi się zaskoczyć również innych. Jestem osobą, która kiedy pojawi się pomysł czuje silną potrzebę jego realizacji. Mój mąż doskonale to zna – wie, że jeśli coś sobie postanowię, prędzej czy później doprowadzę to do końca. Z czasem nauczył się, że nie warto z tym walczyć, bo ta cecha jest po prostu częścią mnie.


Co powiedziałaby Pani uczniom (i dorosłym), którzy mają pasje, talenty ale wciąż odkładają je „na później”?
 

Uważam, że prawdziwa pasja nie wymaga ciągłego mobilizowania się do działania. Jeśli coś jest dla nas naprawdę ważne, prędzej czy później znajdziemy na to sposób, by to realizować. Czasem trzeba poczekać na odpowiedni moment, innym razem świadomie się na chwilę zatrzymać, ale jeśli człowiek czegoś naprawdę chce i czerpie z tego radość, zawsze znajdzie drogę by do tego wrócić. Wystarczy dać sobie na to przestrzeń i być w tym konsekwentnym.


 Jedno zdanie, może motto, cytat - tak by zainspirować innych na koniec? 


„Nie ma, że się nie da” – to zdanie, które jest mi szczególnie bliskie. Usłyszałam je od bardzo ważnej dla mnie osoby, od której nauczyłam się w życiu niezwykle wiele. Uważam je za absolutnie prawdziwe. Nie ma rzeczy niemożliwych, czasem trzeba jedynie poszukać innego rozwiązania albo poświęcić czemuś więcej czasu i pracy.


“Nie ma, że się nie da” Myślę. że jest zdanie, które naprawdę potrzebowali usłyszeć nasi uczniowie.
Dziękuję za autentyczność i inspirację.

 

Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje
Anita-Osiej-pasje