Nauczyciel z pasją - pani Justyna Florczak

Nauczyciel z pasją - pani Justyna Florczak

Nauczyciel z pasją MARZEC

Bohaterka miesiąca - pani Justyna Florczak

Codziennie radzi sobie z milionem problemów uczniów. Łączy w sobie ciekawość świata z głębokim zrozumieniem drugiego człowieka – podróżuje, by poznawać różne kultury, z pasją zgłębia historię, a swoją wiedzę i wrażliwość przekłada na działania charytatywne. W tej rozmowie zdradza nam, co ją inspiruje na co dzień poza szkołą i jak doświadczenia z różnych zakątków świata wpływają na jej spojrzenie na ludzi. W roli głównej - pani psycholog Justyna Florczak
 

Wszyscy znamy Panią jako psychologa naszej szkoły, ale zacznijmy od początku – dlaczego zdecydowała się Pani studiować psychologię? Czy już w młodości interesowała się Pani ludźmi i ich historiami?

Kiedyś było to głównie zainteresowanie ludźmi… nieżyjącymi ;) I nie, nie chciałam zostać patomorfologiem. Chciałam być historykiem. W zasadzie zdecydowałam o tym chyba po kilku pierwszych lekcjach historii w 4. klasie podstawówki. Był to dla mnie cudowny przedmiot. Uwielbiałam słuchać o tym, jak ludzie żyli w poprzednich epokach, jak wyglądał ich dzień, co było dla nich ważne. Chciałam wiedzieć, dlaczego podejmowali takie a nie inne decyzje. Potem przeszło to na zainteresowanie ludźmi współczesnymi i tak już zostało. Wbrew pozorom historia i psychologia mają wiele wspólnego. Choć obecnie psychologia pretenduje do miana nauk przyrodniczych (co jest związane z badaniami i dowodami naukowymi), to jednak wyrosła z nauk humanistycznych, czyli tych, które w centrum stawiają człowieka. Historia też jest o człowieku, o ludziach. Może niektórym z nas historia kojarzy się głównie z datami, wojnami i rewolucjami, ale za każdą wojną i rewolucją stoją konkretni ludzie ze swoimi obawami, nadziejami i emocjami. To ludzie o bardzo różnej osobowości, kondycji i odporności psychicznej, o bardzo różnym zestawie umiejętności i predyspozycji. I mamy już psychologię w pełnej postaci :)
 

Uczniowie widzą Panią głównie w szkole, ale poza pracą ma Pani wiele pasji. Co najczęściej robi Pani w wolnym czasie?

Najczęściej słucham muzyki albo o muzyce. Poza tym lubię wywiady i biografie. Generalnie dużo przyjemności sprawia mi poznawanie życia innych osób. 

Lubię też oglądać seriale historyczne, które potem analizuję pod kątem faktów historycznych, ale ta pasja jest już trochę na wykończeniu, bo mam wrażenie, że wszystkie dobre seriale historyczne już obejrzałam ;) Z książkami historycznymi jest nieco inaczej - tutaj nieustannie brakuje mi czasu, żeby nadgonić nowości.

Dużo też piszę (koniecznie ręcznie, bo pisanie na komputerze nie sprawia mi raczej żadnej przyjemności). Są to bardzo różne teksty, czasami pisane w konkretnym celu, czasami zupełnie nie. 

Co jakiś czas biorę również udział w akcjach edukacyjnych, charytatywnych.

No i planuję kolejne podróże…
 

No właśnie, jedną z Pani pasji są podróże, ale nie są to typowe wyjazdy turystyczne. Skąd pomysł, żeby podróżować śladami historii miejsc?

Zacznę od tego, że części moich wyjazdów nie planowałam w ogóle, na inne czekałam latami. Zupełnie czym innym jest czytanie o czymś, a zupełnie czym innym zobaczenie tego na żywo. To są takie doświadczenia trudne do opisania. Książki czy filmy nigdy nie oddadzą w pełni klimatu danego miejsca, zapachu, dotyku… Takie podróże zawsze dają mi nową wiedzę, przynoszą nowe myśli, dają coś niepowtarzalnego. Siedzenie cały dzień na plaży zanudziłoby mnie, a całodzienne wspinanie się na najwyższe górskie szczyty jest ponad moje fizyczne możliwości. Podróże śladami historii są dla mnie pewnym złotym środkiem. 
 

Jak wygląda takie podróżowanie w praktyce? Czy najpierw czyta Pani o danym miejscu, a potem jedzie je zobaczyć?

Wygląda to bardzo różnie. Dużo zależy od danego miejsca. Są kraje, których historię znam całkiem dobrze i wtedy nie muszę się długo przygotowywać. Zwykle od razu mam wtedy w głowie listę miejsc, które chcę zobaczyć. Inaczej jest, kiedy o historii danego państwa czy miasta wiem niewiele. Wtedy staram się nadrobić zaległości i dokładnie sprawdzam przed wyjazdem, co wydarzyło się na tym terenie w minionych wiekach, żeby czegoś ważnego nie ominąć. Zdaję sobie sprawę, że do pewnych miejsc już może nie wrócę, dlatego zależy mi na tym, żeby maksymalnie wykorzystać okazję.

Czasami początkiem myślenia o jakiejś podróży jest konkretna postać historyczna i chęć podążania śladami jej życia. Tak miałam np. z Izabelą Kastylijską (królową Kastylii i Leonu oraz Aragonii), Elżbietą Bawarską (cesarzową Austrii, królową Węgier) Katarzyną Jagiellonką (księżną Finlandii, królową Szwecji i oczywiście królewną polską i księżniczką litewską) czy z Władysławem Jagiełłą (jego chyba przedstawiać nie trzeba).
 

Czy jest jakieś miejsce, które szczególnie zapadło Pani w pamięć właśnie ze względu na swoją historię?

To miejsca, które wzbudziły we mnie jakieś emocje. Emocje są tym większe, im dłużej muszę czekać, abym mogła się w danym miejscu pojawić. Oczekiwanie to ważny etap podróży. Gdyby wszystko było na wyciągnięcie ręki, bez żadnego wysiłku, straciłoby swój smak. Z podróżami jest podobnie. Między innymi dlatego bardzo pamiętam mój pierwszy wyjazd do Włoch. Była to nagroda w konkursie. Bardzo długo na to pracowałam. Udało się to ostatecznie po … 8 latach. Celowo mówię “udało się”, bo w takich konkursach oprócz wiedzy, trzeba mieć też dużo szczęścia. Aż sama się sobie dziwię, że nie odpuściłam i co roku próbowałam ponownie ;) I wbrew pozorom to nie słynny Rzym mnie wtedy najbardziej zachwycił,  a cichy i spokojny, Asyż. Czułam się tak, jakbym rzeczywiście cofnęła się w czasie do średniowiecza. Był tam też taki mały, skromny kościół, w którym można było schować się przed światem, przed turystami i … przed słońcem :) Musiał być dość stary, a dla mnie im budynek starszy, tym lepszy. To było orzeźwiające, zarówno fizycznie, jak i duchowo. Bardzo chciałabym tam kiedyś wrócić.

Innym pamiętnym wyjazdem była podróż do Madrytu. To była moja pierwsza, w pełni samodzielnie zorganizowana wycieczka, która ośmieliła mnie do dalszych wyjazdów. Bardzo lubię historię Hiszpanii, więc znajduję tam zawsze dużo miejsc, przy których zatrzymuję się na dłużej.

Jeszcze innym miejscem był Luksemburg (zarówno stolica Wielkiego Księstwa Luksemburga, jak i w sumie całe państwo), który jest połączeniem historii tak wielu państw, kultur i języków, że nie da się go zaszufladkować, nie da się go określić, nazwać, bo nie wiadomo jakich słów użyć. Jest dla mnie nieodgadniony, niejednoznaczny. Będąc tam zastanawiałam się, czy jego mieszkańcy, potrafią określić, kim są. Mnie na ich miejscu chyba byłoby trudno.
 

Co jest największym wyzwaniem podczas organizacji podróży? 

To, że nie wszystko da się zaplanować. Nieprzewidywalność jest nieodłącznym elementem podróży. Ma ona oczywiście pewien swój urok, ale bywa uciążliwa. Czasami wyzwaniem są warunki pogodowe, czasami język. Jeśli wyjeżdżam w ramach jakiegoś programu, projektu, to tych wyzwań jest więcej, bo muszę spełnić pewne warunki i trzymać się wielu zasad formalnych. Jeśli wyjazd jest od początku do końca organizowany przeze mnie, wtedy mam więcej przestrzeni na nieprzewidziane rzeczy.
 

Czy lubi Pani ten proces planowania/załatwiania/organizowania kolejnych podróży?

Szczerze? Coraz mniej. Nadal lubię takie merytoryczne przygotowanie, dotyczące historii kraju, miasta, osoby. Natomiast kwestie związane z biletami, przelotami, pozwoleniami, zakwaterowaniem są dla mnie dość stresujące, zwłaszcza kiedy opowiadam za komfort podróży innych osób. Często martwię się, czy na pewno nie pomyliłam daty, godziny albo czy na pewno zarezerwowałam nocleg w odpowiednim mieście. W sumie tylko raz w życiu wsiadłam do złego pociągu. Niestety mam wrażenie, że nastąpiło to w najgorszym z możliwych momentów, kiedy bardzo potrzebowałam być w odpowiednim pociągu :) 

 

Czy może Pani opowiedzieć więcej o historii z pociągiem? Może wyniknęło z niej coś ciekawego albo coś co Panią rozwinęło?

To bardzo długa historia. Brałam udział w pewnym projekcie edukacyjno-podróżniczym i to był ostatni z 14 dni podróży. Byłam więc razem z moimi towarzyszami już bardzo zmęczona. Mieliśmy tego dnia wrócić do Polski późnym wieczorem. Ponieważ cały projekt opierał się na transporcie kolejowym, byliśmy już zaprawieni w boju i mieliśmy duże doświadczenie w poruszaniu się po dworcach w różnych państwach Europy. Ale każdy, nawet doświadczony człowiek, czasem się myli :) 

Kilkanaście minut na przesiadkę, bieg w tłumie ludzi z ciężkimi bagażami na plecach i jest - nasz peron, pociąg stoi, do odjazdu jakieś dwie minuty! Jeszcze tylko zerknięcie na ekran, czy na pewno ten pociąg jedzie do Drezna. Tak! Czyli zdążyliśmy, hurra!

Pociąg dość szybko zatrzymał się na kolejnej stacji i to był pierwszy moment naszego niepokoju, bo przecież najbliższa stacja miała być dopiero za godzinę. Szybki rekonesans, podpytywanie ludzi, aż w końcu rzecz, od której powinniśmy zacząć - sprawdzenie numeru pociągu. To nie był nasz pociąg. Zamiast do Drezna, jechaliśmy do Mannheim! Cały dalszy plan podróży runął jak domek z kart. Pytanie, jak do tego doszło, towarzyszyło nam jeszcze długo :D I nigdy nie zapomnę tej kilkugodzinnej rozkminy, jak my teraz wrócimy do domu :)
 

Co Panią najbardziej zaskoczyło podczas podróży?

To że bogactwo polskiej historii i zabytków niczym nie ustępuje historii i zabytkom innych państw. Czasami wydaje się, że to co zagraniczne jest lepsze. Myślę, że to złudzenie. Podobnie jest z pewnymi kwestiami organizacyjnymi, rozwiązaniami technologicznymi, które przydają się w podróży. 
 

Czy zdarzyło się, że będąc w jakimś miejscu, poczuła Pani, że historia naprawdę „ożywa”?

Moja pierwsza myśl to Lizbona, miejsce nad Oceanem Atlantyckim. Stoi tam Pomnik Odkrywców, który przypomina, że z tego miejsca ludzie ruszali w nieznane. Pomnik prezentuje przedstawicieli różnych grup: podróżników, misjonarzy, odkrywców. Jest tam Henryk Żeglarz, Ferdynand Magellan, Vasco da Gama - same szychy wielkich odkryć geograficznych :) Wszyscy znajdują się w statku, są wpatrzeni są w wodę, za którą daleko daleko jest Ameryka. To między innymi tutaj krzyżowały się losy wielu ludzi, którzy zaczynali swoje życie od nowa. Ciekawe, co wtedy czuli - czy bardziej się bali, czy bardziej nie mogli się doczekać wyprawy. Czy naprawdę chcieli popłynąć, czy byli do tego zmuszeni przez los? Czy byli na to gotowi, czy to zaplanowali, czy po prostu korzystali z okazji? Ilu z nich w ogóle przeżyło podróż? Ilu z nich żałowało? W takim miejscu pojawia się mnóstwo pytań. I człowiek może tam sobie siedzieć cały dzień, zastanawiając się jak to wyglądało i tak jak postaci z pomnika, patrzeć na błękitny ocean…
 

Czy poznawanie historii miejsc pomaga lepiej rozumieć ludzi i ich kulturę?

Jesteśmy osadzeni w kulturze, w społeczeństwie, które ma swoją historię. Nawet jeśli ktoś nie zna dokładnie przeszłości swojego narodu, ta przeszłość mniej lub bardziej na niego wpływa. Dlatego poznawanie historii pomaga rozumieć człowieka.
 

Czy podczas takich podróży spotyka Pani ludzi, którzy dzielą się własnymi historiami? Może Pani podać jakiś przykład?

Sporo było takich sytuacji. Przypominam sobie np. pewną panią, która przysiadła się do mnie na ławce na Plantach w moim kochanym Krakowie, mieście, w którym każdy kamień zdaje się być zabytkiem ;)
Pani opowiedziała mi chyba całe swoje życie. Ciekawe, co u niej słychać. Mam nadzieję, że ma się lepiej niż wtedy, kiedy się spotkałyśmy.
 

Poza podróżami angażuje się Pani także w różne działania charytatywne. Zdobyła nawet ostatnio Pani wyróżnienie podczas uroczystej gali. Skąd wzięła się ta potrzeba pomagania innym?

Przyszła jakoś naturalnie. Nie potrafię wskazać jednej przyczyny lub jakiegoś konkretnego momentu. 
 

Czy jest jakaś akcja lub inicjatywa, która szczególnie zapadła Pani w pamięć?

Pamiętam jak na studiach pojechałam w góry na wolontariat, polegający na prowadzeniu zajęć muzycznych dla dzieci. Wszystko miałam dokładnie przygotowane z odpowiednim wyprzedzeniem. Na miejscu jednak… nic nie poszło zgodnie z moim planem, bo okazało się, że zastałam tam zupełnie inne warunki niż te, na które się umawialiśmy. Mimo to było bardzo wesoło i dzieci ostatecznie były bardzo zadowolone. Okazało się, że najważniejszy jest dla nich po prostu wspólny czas.
 

Czego działalność społeczna nauczyła Pani o ludziach?

Że każdy jest komuś potrzebny i że każdy ma coś lub potrafi coś, co dla kogoś jest cenne, co może komuś pomóc.
 

„Na koniec naszej rozmowy – jeśli miałaby Pani wskazać jedną najważniejszą lekcję, jaką dały Pani podróże, pasje i działalność charytatywna, co by to było?”

Nie wszystko jest możliwe, ale pewne rzeczy tak. Warto nauczyć się rozróżniać te rzeczy.
 

A ja zawsze mówię, że wszystko jest możliwe! Dzięki za tę perspektywę!